Japońska Agencja Kosmiczna umieściła na orbicie satelitę Hisaki.

Hisaki, zwany także Exceed albo SPRINT-A (Spectroscopic Planet Observatory for Recognition of Interaction of Atmosphere) to japoński teleskop kosmiczny (a dokładniej kosmiczny spektrometr EUV), który z jednej strony służy jako prototyp dla nowych standardów technologicznych, opracowanych z myślą o nowoczesnych satelitach naukowych, a z drugiej ma na celu prowadzenie stałej obserwacji planet Układu Słonecznego i ich księżyców w skrajnym ultrafiolecie.

Ostatnie badania sugerują, że zarówno Wenus, jak i Mars były kiedyś podobne do Ziemi. Obecnie jednak warunki panujących na tych planetach są znacząco odmienne od ziemskich. Jednym z celów misji będzie badanie mechanizmów ewolucji atmosfer planetarnych, oddziaływania wiatru słonecznego na atmosfery, a także prześledzenie procesów, które doprowadziły do tak daleko idących zmian w ich składzie. Misja ma rownież m.in. przyjrzeć się Io i procesom zachodzącym na jego powierzchni.

Satelita został wyniesiony w kosmos w dniu 15 września 2013 z Centrum Kosmicznego Uchinoura ok. godziny 14 czasu lokalnego (7 rano czasu polskiego) za pomocą nowej rakiety Epsilon. Jest to nowa, trójstopniowa rakieta na paliwo stałe, stanowiąca rozwinięcie typu M-5, charakteryzująca się o połowę mniejszymi rozmiarami od dotychczas używanych przez JAXA rakiet H-2A, a z drugiej strony jest o połowę tańsza od typu M-5. Epsilon ma 24 metry długości i waży 91 ton. Ciekawostką jest, że automatyka rakiety jest częściowo kontrolowana przez sztuczną inteligencję, która monitoruje parametry startu i lotu.

Jak podał serwis Sky News, pokładowa SI pozwoliła zredukować czynnik ludzki do 8 kontrolerów i dwóch laptopów. Z drugiej strony, planowany start rakiety w dniu 27 sierpnia nie odbył się, ponieważ SI zgłosiła problem z ustawieniem rakiety wykryty w trakcie zautomatyzowanej kontroli poprzedzającej start, co doprowadziło do przerwania odliczania. Tym razem jednak start odbył się pomyślnie, a po godzinie ważący 350 kg teleskop został bez przeszkód umieszczony na swojej orbicie.

Autor

Tomasz Banyś

  • darek104

    Rakieta i atmosfery — 1. Jeśli cywilną rakietę zmniejszyli o połowę, to tym bardziej rakiety bojowe mają nowe zminiaturyzowane napędy.
    2. Wyraźnie szykują się do prób nad modyfikacją klimatu na sąsiednich planetach. Jeszcze zbierają dane.
    3. Kiedyś ten serwis dostarczał więcej nowości.

    • Michał M.

      Nie sądzę

      > 2. Wyraźnie szykują się do prób nad modyfikacją klimatu na sąsiednich
      > planetach. Jeszcze zbierają dane.

      Hue, hue, hue. Za wąscy w uszach są. I jeszcze długo będą.

      Póki co, ludzkość nie jest w stanie w niezawodny sposób odpowiedzieć na proste pytanie: Czy jutro będzie padać deszcz? Tu, na Ziemi.

      O wpływaniu na klimat ZIEMI to w ogóle nie ma mowy. O innych planetach nie ma co mówić.

      Zresztą… to nawet dobrze. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby amerykańska hołota nauczyła się wywoływać burze, deszcze, gradobicia i chciała ich użyć do szerzenia demokracji:)

      • (c)Rasz

        „Szerzenie demokracji”
        > (…)
        > Zresztą… to nawet dobrze. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby
        > amerykańska hołota nauczyła się wywoływać burze, deszcze, gradobicia
        > i chciała ich użyć do szerzenia demokracji:)

        Czytając Twoje posty Michale (nnoo, kilka) dostrzegam, że… zaczynasz gorzknieć (na starość 😉
        Zaś co do „amerykańskiej hołoty” – to chociaż podzielam dość powszechne przekonanie, iż zdecydowana większość „kowbojów” cechuje się pewną dozą prostactwa, to jednak jestem przekonany, iż hołotą nazywać ich nie można! Hołota nie ma żadnych zasad, zaś Amerykanie zbudowali swą potęgę na tym, iż zasady mieli, i to dość wymagające.
        Aby doprecyzować zapytam w tym miejscu: czy mówiąc ” hołota” masz na myśli „ćwoków z prowincji”? Bo z tym się nie zgodzę! Chyba, że mówisz o mieszkańcach wielkich miast (głównie ze wschodniego wybrzeża, albo Hollywood’u) chlubiących się swym „wyrafinowaniem” i nagminnie łamiących właśnie te zasady, które są silne na prowincji (a już szczególnie na Południu). To wtedy przytaknę.

        Co do „szerzenia demokracji” – to, no cóż, nie jestem jej bezkrytycznym wyznawcą, ale by to uściślić, to bym musiał skrobnąć większy tekst, a to co tu piszemy – już i tak jest OoT. Jednak powiem, że to, czy będę żyć w demokracji, monarchii, czy pod jakąś dyktaturą, jest mniej ważne, niż to, czy będzie tam nomokracja, czyli: rządy _prawa_ ! Bowiem zauważ, iż w demokracji można przegłosować wszystko, np. to, że Ziemia jest płaska. Czy też „zmienić” stałą grawitacji, uchwalić, iż woda ma zamarzać dopiero poniżej 250 kelvinów, albo – uchwalić ustawy norymberskie!! Rzadko który tyran szarpie się _na_wszystkie_ obszary wolności, a demokracja jest samonapędzającą się machiną wciąż-dopisywanych-OGRANICZEŃ_!!
        Bo gdy (w kontekście „ustawa”) mówimy „prawo” – to określenie owo jest b. mylące. Powinno się używać – tak jak np. Rosjanie – określenia „zakon” – czyli zakaz. Zakaz tego, czy tamtego. No i oczywiście: ciągły rozrost biurokracji, oraz stały wzrost podatków.

        Dlatego demokracja na modłę amerykańską – wcale mnie nie zachwyca, ale – jakoś tam się sprawdza „w praniu”. A co się tyczy jej „szerzenia” to jest ono oczywiście (nieco) zbyt nachalne, tyle, że znacznie to lepsze, niż eksport rewolucji, tudzież „demokracji ludowej”. Cieszę się, iż z dwóch światowych „żandarmów” ostał się właśnie ten, a nie ZSRR. Nie ma go już, chwalmy Pana!

        Ktoś może mieć zastrzeżenia co do „jakości” żandarmowania USA, ale – nie ja. Można sobie by wyobrazić jakieś-tam „lepsze” – tyle, że owe wyobrażenie byłoby całkowicie nierealne. Zaś realne byłyby – setki wariacji znacznie gorszych „policjantów”…

        Ktoś mógłby oburzać się, iż „żaden żandarm nie jest światu potrzebny” – ale to nieprawda. Kwitną w najlepsze rządy iście bandyckie, w krajach, gdzie lud nie ma nic do powiedzenia, ani też żadnych praw – z wyjątkiem prawa do… pochówku! Rządy te marzą o tym, aby zaanektować jakiś sąsiedni, słabszy kraik – tak jak to zrobił Saddam z Kuwejtem. I tylko obawa przed Amerykanami (no bo przecież nie przed eunuchami z ONZ) powstrzymuje tego typu napaści. I dobrze!

        A że USA pilnuje przy tym głównie własnych interesów? – no cóż, są to koszty nieuniknione. Zauważcie, że nikt im nie zwrócił pieniędzy za „Pustynną Burzę”. Ja tam uważam, iż Ameryka, doglądając swej kiesy – nie działa w żadnym wypadku na szkodę ani moją, ani mojego kraju, ani też – co najważniejsze – wbrew interesom społeczności międzynarodowej.

        Wprawdzie to miejsce na tematy Astro~ , ale… co z tego, że będziemy mieli najlepszą nawet fizykę, astronomię, i wszelakie nauki ścisłe, jeśli nawali – system społeczny. I z tej wiedzy korzystać będą jacyś ludzie pokroju Stalina czy Hitlera. Dlatego proszę nie usuwać tego postu, choć tak bardzo jest nie-astronomiczny!