8 kwietnia świat obiegła wiadomość o udanym lądowaniu rakiety Falcon 9. To już drugie pomyślne lądowanie i pierwsze wykonane na barce unoszącej się na oceanie. Z pewnością jest to kolejny ważny krok w kierunku upowszechnienia lotów kosmicznych. Dlaczego jednak akurat to konkretne wydarzenie jest aż takie ważne, że uzyskało tak szeroki poklask, od Buzza Aldrina po Baracka Obamę?

Wszystko sprowadza się do kosztów. Samo zatankowanie Falcon 9 jest stosunkowo tanie – kosztuje ok. $200 000. Gorzej z produkcją rakiety – tu już musimy liczyć $60 milionów. Gołym okiem widać, że gdyby uniknąć kosztów tego drugiego, loty rakiet byłyby znacznie tańsze. A to otworzyłoby szereg nowych możliwości, włącznie z turystyką kosmiczną w przyszłości.

Rakieta Falcon 9 tuż przed startem…

Jak już zostało wspomniane, nie jest to pierwsze udane lądowanie. Kilka miesięcy temu tuż przed Świętami Bożego Narodzenia udało się tego dokonać na lądzie. Jednak tak naprawdę dopiero lądowanie na oceanie przyniosło prawdziwą rewolucję.

Nie jest to rzecz łatwa do wykonania. Żeby rakieta wracająca z niskiej orbity okołoziemskiej wylądowała w jednym kawałku trzeba ją przyhamować z ponad 8000 km/h do dosłownie zera. Wymaga to bardzo dużej ilości paliwa, choć wciąż nie tak dużej, żeby wykluczyć lądowanie na twardym gruncie. Problem zaczyna się, gdy chcemy wylecieć na dalszą orbitę, np. geostacjonarną. Wymaga to większej prędkości, ale jednocześnie nie możemy tam dać zbyt wiele więcej paliwa. Tym samym na czas powrotu nie pozostaje go zbyt dużo i nie można sobie pozwolić na wybór miejsca lądowania. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak dopłynąć tam, gdzie ma się to stać.

…w trakcie startu…

Powstała w 2002 roku firma SpaceX już od dwóch lat czyni starania w kierunku wielokrotności użytku ich rakiet. Pierwsza próba lądowania na barce odbyła się w styczniu 2015 roku i skończyła się fiaskiem. Podobnie trzy kolejne. Dopiero za piątym razem wreszcie udało się wylądować poprawnie.

Z pewnością nie można odmówić SpaceX cierpliwości. I ambicji. W ostatnią środę Elon Musk, założyciel i dyrektor generalny SpaceX, oznajmił że planują w 2018 r. po raz pierwszy wysłać kapsułę na Marsa. Póki co bez astronautów wprawdzie, ale z pewnością jest to również w planach, choć nieco dalszych. Tego samego dnia ogłoszono także, że SpaceX wygrało przetarg na wysłanie satelitów do nowej generacji systemu nawigacji GPS na potrzeby wojska amerykańskiego. Stanie się to również w 2018 r., a sam kontrakt warty jest aż $82,7 milionów.

…i po udanym lądowaniu.

Sukces osiągniemy, ironicznie, kiedy lądowania staną się nudne” – żartował Elon Musk. Póki co, firma SpaceX będzie kontynuowała tworzenie swojej wizji lotów komercyjnych. Następnego startu i, miejmy nadzieję, lądowania możemy się spodziewać już w czerwcu, a zostanie użyta dokładnie ta sama rakieta, którą wcześniej pomyślnie wylądowano.

Autor

Krzysztof Kapuściński

  • Jacek.B

    Odnośnie daty startu F-9… — Kolejny start i lądowanie to 5 lub 6 maja (JCSAT-14), na dodatek ma być podobno „hot”, czyli podobne do SES-9 (to częściowo udane lądowanie ze „schowaniem” silników pod pokładem), natomiast w czerwcu – faktycznie chodzą słuchy o wykorzystaniu pierwszego stopnia z odzysku.