Virgil Ivan Grissom przyszedł na świat 3 kwietnia 1926 r. Jak sam twierdził jako uczeń nie był zbyt dobry. Pod koniec II Wojny Światowej wstąpił do Sił Powietrznych USA. Szybko jednak zrezygnował, ponieważ praca za biurkiem nie była tym, czego oczekiwał. Nie chciał też na dłużej zajmować się montowaniem drzwi w szkolnych autobusach, więc zdecydował się na zdobycie tytułu inżyniera na Uniwersytecie Purdue. Pomimo to trudno było porzucić marzenia o zostaniu pilotem testowym. Grissom na powrót został kadetem Sił Powietrznych i tym razem ukończył szkolenie. Został też wysłany do Korei, gdzie wylatał 100 misji. W lotnictwie panował wtedy zwyczaj, że każdy nowo przybyły musiał stać w autobusie wiozącym pilotów, dopóki nie zestrzeli swojego pierwszego MIGa. Grissom zyskał prawo do miejsca siedzącego już po drugiej misji. Po powrocie do Stanów, został mianowany instruktorem lotów, a wkrótce pilotem testowym. Wtedy też otrzymał wiadomość „Top Secret”. Okazało się, że został wybrany wraz z setką innych pilotów, by przejść testy, które miałyby wyłonić potencjalnych astronautów. Wkrótce lista ta zawęziła się do siedmiu nazwisk, gdzie było też i jego. W ten sposób stał się członkiem Siódemki Mercury.

Grissom podczas ostatniego sprawdzenia kombinezonu przed misją Mercury 4.NASA

Grissom podczas ostatniego sprawdzenia kombinezonu przed misją Mercury 4.

Na krótko przed drugim lotem załogowym Amerykanów w programie Mercury, prezydent John F. Kennedy ogłosił, że Stany Zjednoczone wyślą człowieka na Księżyc. Mobilizacja była więc jeszcze większa niż przed lotem Alana Sheparda. Gus Grissom odbył drugi lot suborbitalny 21 lipca 1961r. Cały lot odbył się bez problemów. Kłopoty pojawiły się już po lądowaniu kapsuły „Liberty Bell 7”. Tuż po wodowaniu otworzył się właz i do wnętrza zaczęła wpływać woda. Grissom wydostał się ze statku i trochę od niego odpłynął. Niestety nie zagwarantowało to jego bezpieczeństwa, ponieważ wkrótce musiał się zmierzyć z falami wzbudzonymi przez śmigło helikoptera, który próbował zaczepić linę do kapsuły. Srebrny kombinezon astronauty również zaczął nabierać wody, co pozostawiło Grissoma w bardzo trudnej sytuacji. Na szczęście z pomocą nadleciał drugi helikopter. Nie udało się jednak uratować kapsuły „Liberty Bell 7”, która spoczęła na dnie oceanu. Wyłowiono ją dopiero w 1999r. Niektórzy za taki obrót sprawy już po wodowaniu winili Grissoma za spanikowanie, jednak bardziej prawdopodobne jest to, że zawiódł system otwierania włazu. Było to nowe rozwiązanie w odniesieniu do lotu Alana Sheparda. Tam właz kapsuły otwierał się mechanicznie, teraz wykorzystano ładunki wybuchowe, które miały odstrzelić właz.

Akcja ratunkowa po zakończonej misji Mercury 4.NASA

Akcja ratunkowa po zakończonej misji Mercury 4.

Swojej kolejnej szansy Gus Grissom doczekał się już podczas pierwszej misji załogowej w ramach programu Gemini. Został mianowany dowódcą pierwszej amerykańskiej misji dwuosobowej. Razem z nim w kapsule „Molly Brown” zasiadł John Young – astronauta z drugiego naboru. Statek otrzymał imię po „niezatapialnej” pasażerce „Titanica”, co był nawiązaniem do poprzedniej kapsuły Grissoma. W przebiegu lotu zaplanowano trzy okrążenia Ziemi. Podczas dwóch z nich załoga „Molly Brown” przeprowadziła eksperymenty oraz przetestowała układy kierowania lotem. Cała misja przebiegła bez problemów. Program Gemini był dobrą zapowiedzią gotowości Stanów Zjednoczonych, by spełnić plany Kennedy’ego. Wkrótce po jego zakończeniu nastała nowa era – era Apollo. Jednak ona nie rozpoczęła się tak obiecująco jak poprzednie.

Gus Grissom i John Young wewnątrz kapsuły "Molly Brown"NASA

Gus Grissom i John Young wewnątrz kapsuły „Molly Brown”

21 lutego 1967r. Gus Grissom miał po raz trzeci polecieć w kosmos. Towarzyszyli mu Edward Higgins White – pierwszy Amerykanin, który wykonał spacer kosmiczny, oraz Roger Chaffee. Ten ostatni zastąpił w załodze Donna Eisele. 27 stycznia odbyły się testy plug-outs. Na godzinę przed „planowanym” startem rozpoczęły się kłopoty z łącznością pomiędzy członkami załogi jak i z zespołem kontroli naziemnej. O godzinie 17.20 czasu w Houston, zegar wybił ostatnie 10 minut do startu. Do tego momentu nie usunięto usterek z łącznością, więc wstrzymano odliczanie. Dokładnie 11 minut i 4 sekundy później centrum kontroli lotu usłyszało bardzo złowieszcze komunikaty: „Ogień!”, „Mamy pożar w kokpicie!”. Ed White, który miał w razie awarii otwierać właz, nie był w stanie tego zrobić ze względu na dużą różnicę ciśnienia panującego wewnątrz i na zewnątrz kapsuły. Astronauci udusili się trującym dymem, zanim otworzono właz od zewnątrz. Po tej tragedii anulowano następne dwie misje załogowe.

Załoga Apollo 1, od lewej: Grissom, White, Chaffee.NASA

Załoga Apollo 1, od lewej: Grissom, White, Chaffee.

Katastrofę Apollo 1 była nieszczęśliwym wypadkiem. Wiele ludzi w tamtym czasie oczekiwało, że rząd Stanów Zjednoczonych na stałe zamknie program lotów kosmicznych uznając je za zbyt ryzykowne. Warto jednak zaznaczyć, że astronauci doskonale wiedzieli jakie ryzyko wiąże się z tak śmiałym przedsięwzięciem. Można nawet odnieść wrażenie, że Grissom w jakimś stopniu przewidział, że zginie, kiedy to po misji Gemini 3 powiedział: „Jeśli zginiemy, chcemy, żeby ludzie się z tym pogodzili. Nasz zawód jest ryzykowny, ale mamy nadzieję, że jeśli coś nam się przytrafi, program nie ucierpi. Podbój kosmosu jest wart narażania życia.” David Scott, podczas misji Apollo 15, pozostawił na Księżycu figurkę „Upadłego Astronauty” wraz z listą astronautów i kosmonautów, którzy zginęli. Wśród nich znalazły się nazwiska załogi Apollo 1.

David Scott pozostawił na Księżycu tabliczkę upamiętniającą poległych astronautów. Nazwisko Grissoma jest ósme od góry.NASA

David Scott pozostawił na Księżycu tabliczkę upamiętniającą poległych astronautów. Nazwisko Grissoma jest ósme od góry.

Autor

Anna Wizerkaniuk
Anna Wizerkaniuk

Zastępca redaktor naczelnej portalu astronomicznego AstroNET, związana z Klubem Astronomicznym "Almukantarat"

  • Andrzej

    27 I były tylko testy odliczania startowego, prawdziwy start miał nastąpić 21 II. Pozdrawiam

    • Ania Wizerkaniuk

      Proszę wybaczyć przeoczenie, nikt się drobnych błędów nie ustrzeże. Ważne, że są ludzie, którzy je zauważą i poprawią 😉 Pozdrawiam