Dochodziła godzina piąta. Nad prastarym Krakowem zaczynało świtać po bezksiężycowej nocy. Wschodni wiatr przeganiał porozrywane chmury, spomiędzy których prześwitywały gwiazdy. Wysoko nad południowym horyzontem zawiśli Bliźniacy przyozdobieni czerwonym blaskiem Marsa.

Poniżej boga wojny widać było Wielkiego Psa z jego perłą – Syriuszem oraz Oriona. Dalej na zachodzie – Plejady i Byka.

Na wschodzie Lew szykował się do skoku, a tuż przy jego sercu, Regulusie, tkwiła Wenus. Dwie niedziele wcześniej nastąpiło jej zachodnie oddalenie, gdy wraz z Merkurym, planetą kupców i złodziei, oglądana była przed świtem. Wielki Wóz wisiał dyszlem do dołu.

Trudno jednak powiedzieć, że miasto budziło się ze snu. Tej nocy Kraków praktycznie nie zasnął. Na Rynku, Plantach, nad Wisłą biesiadowało lub spało owiniętych kocami wielu mieszkańców i przyjezdnych. Nie przeszkadzał im przenikliwy ziąb październikowej nocy. Wśród nich spacerowali stróże prawa. Przez most na rzece co chwila bezszelestnie przesuwał się tramwaj.

Na pobliskiej stacji co kilka minut zatrzymywały się pociągi. Wysiadało z nich tysiące osób. Jedynie niewiele z nich spieszyło, aby w ten piątkowy poranek przystąpić do pracy, Prezydent Królewskiego Miasta Stołecznego Krakowa ogłosił wszak ten dzień wolnym.

Dniało. Kilkanaście minut przed szósta ukazało się Słońce i pozłociło wieże Kościoła Mariackiego. Jakby obudzone światłem, zaczęły bić dzwony. Stado gołębi poderwało się do lotu. Dzień zapowiadał się pogodnie, co zgromadzeni w centrum miasta ludzie przyjęli z radością. Słońce jednak wznosząc się wyżej i wyżej nie rozgrzewało mroźnego powietrza, którego przejrzystość była tak wielka, że z wawelskiego muru dostrzec można było ośnieżoną grań Tatr. Smok Wawelski zionął w ich kierunku ogniem.

Wśród zgromadzonych dał się słyszeć szmer poruszenia. Trzęsąc się z zimna rozpoczęli przygotowania do czegoś, co miało wkrótce nastąpić. Kilka minut po siódmej trzydzieści zaczęli oprócz spragnionych ciepła twarzy, kierować w stronę Słońca kamery i rozstawione od kilku godzin lunety.

Coś się zmieniło około dziesięciu minut po ósmej. Zebrani odnieśli wrażenie, że Przyroda wokoło nich zachowuje się dziwnie. Słońce świeciło już dwadzieścia stopni ponad horyzontem, ale jego blask nie rozjaśniał świata tak jak zwykle. W ciągu kolejnych minut wrażenie to pogłębiało się, nadal jednak nie dało się patrzeć w kierunku gwiazdy bez mrużenia oczu.

Najwyraźniej było to to, na co czekał wciąż gęstniejący tłum zebrany nad Wisłą. Zaczęto pokazywać sobie palcami Słońce, zdjęcia wykonywano nieprzerwanie.

O 8:30 można już było powiedzieć, że… zaczęło się ściemniać. Czas zdawał się cofać tak, jakby z powrotem miała zapaść noc. Ci, którzy spojrzeli na Słońce przez ciemne okulary, dostrzegli iż zamiast okrągłej tarczy widać cieniutki i świecący rogalik.

Cztery minuty później wszyscy zwrócili wzrok na zachód. Horyzont ponad Śląskiem w mgnieniu oka stawał się czerwony, a później w oczach gasł. W oczach gasło też wszystko dookoła. Nieliczne ptaki poderwały się do lotu, aby chwilę później ponownie opaść na ziemię. Rozpoczynało się coś niezwykłego. Z ogromną prędkością z zachodu przybywał mrok.

Słońce gasło. Jego cienki sierp podzielił się na pojedyncze fragmenty, które w ciągu kilku sekund zgasły. Na niebie zamiast gwiazdy pojawiło się czarne koło otoczone bujną grzywą. Była godzina 8:35, a Słońce znajdowało się 23 stopnie ponad południowo-wschodnim horyzontem w gwiazdozbiorze Panny.

Tłum ludzi krzyczał i wiwatował. Niektórzy nie potrafili opanować wzruszenia. Stali się świadkami najwspanialszego chyba zjawiska jakie może przygotować Natura – całkowitego zaćmienia Słońca. Gród Kraka na 2 minuty i 28 sekund pogrążył się w mroku. Padł na niego cień Księżyca. Słońce, Księżyc i pomnik Adama Mickiewicza znalazły się na jednej prostej.

Nie był to jednak mrok nocy. Wokoło jaśniał odległy horyzont, a niebie widać było tylko planety i kilka gwiazd. Ponownie ukazały się Wenus i Mars. Z dużym trudem zobaczyć było można Merkurego. Jowisz świecił zbyt blisko wspaniałej słonecznej korony, aby dało się go dojrzeć.

Były to dwie minuty i dwadzieścia osiem sekund, które utkwiły na zawsze w pamięci obserwatorów. Wykonano wtedy tysiące zdjęć i nakręcono wiele godzin filmu.

Gdy nad krakowskim rynkiem ponownie ukazało się Słońce, dał się słyszeć jęk zawodu.. na następne takie zjawisko przyjdzie znów czekać tak wiele lat, a trwało ono tak krótko. Wielu z ludzi oglądających ten pokaz niebieskiej gracji, precyzji i dynamiki gotowych będzie ruszyć w podróż dookoła świata po to tylko, aby doświadczyć kilkuminutowej przygody w księżycowym cieniu.

Ponownie dniało. Księżyc odsłaniał tarczę słoneczną, ludzie powoli zaczęli rozchodzić się do domów. Szesnaście minut przed dziesiątą było już po wszystkim. Słońce świeciło pięknym blaskiem, jak gdyby nic się nie stało. Dzień potoczył się dalej zwykłym torem. Wiele jednak osób zapamiętało ten dzień na zawsze – piątek 7 października 2135 roku.

Niebo nad Krakowem 7 paździenika 2135 roku

Rysunek (wykonany w programie SkyMap) przedstawia wygląd nieba ponad Krakowem w czasie całkowitego zaćmienia Słońca w piątek 7 października 2135 roku o godzinie 8:36:19. Słońce i Księżyc znajdują się około 23 stopni ponad południowo-wschodnim horyzontem (oznaczone są pustymi w środku kółkami), tuż obok Jowisza (Jupiter).

Powyższy tekst jest oczywiście fikcją literacką. Jej autor nigdy nie dowie się jak wiele z tego, co napisał naprawdę się zdarzy. Nie dowie się jaka będzie pogoda tego dnia, nie będzie wiedział kto będzie władał Krakowem, ani jak będzie wyglądała technika za 132 lata. Dlatego tez powstrzymał się od dokładniejszego opisu świata. Jedno jest jednak pewne – zaćmienie nie zawiedzie. Księżyc znajdzie się na swoim miejscu dokładnie o czasie (maksimum zaćmienia o 8:36:19). Także planety znajda się tam, gdzie napisano. I to jest chyba w tym zjawisku najdziwniejsze. Jest ono jak miłość – może pognać Cię na koniec świata, zmusić do podjęcia nadludzkich starań dla jej zdobycia. Jednocześnie, w przeciwieństwie do miłości, jest całkowicie przewidywalne – zdarzy się w dokładnie przewidzianym miejscu i dokładnie o czasie.

Widziałem całkowite zaćmienie Słońca dwa razy. Naprawdę – jest zjawisko dla którego warto gnać w świat.

7 października 2135 roku zobaczymy w Polsce całkowite zaćmienie Słońce. Rysunek przedstawia drogę cienia przez nasz kraj.

Autor

Michał Matraszek