28 września w odległości zaledwie 88 tysięcy kilometrów od Ziemi przeleciała planetoida 2003 SQ222, mająca 3 do 6 metrów średnicy. Upadek nie byłby bardzo dużym zagrożeniem dla Ziemi jednak, jak stwierdził w wywiadzie dla New Scientist ekspert Brian Marsden, “gdyby wpadła w atmosferę, mielibyśmy do czynienia z bardzo spektakularnym zjawiskiem“.

To największe zbliżenie planetoidy jakie kiedykolwiek zarejestrowano. Obiekt został dostrzeżony… prawie dobę po zbliżeniu. Odkrycia dokonano w ramach programu poszukiwania planetoid zbliżających się do Ziemi Lowell Observatory Near-Earth-Object Search (LONEOS). Użyto znajdującego się w Flagstaff w Arizonie teleskopu o średnicy zwierciadła 60 centymetrów. 29 września obliczono jej orbitę i stwierdzono, że doszło do tak bliskiego spotkania.

Planetoida obiega Słońce raz na 1,85 roku po mocno spłaszczonej orbicie. Oznacza to, że nie jest to na pewno zabłąkany obiekt skonstruowany przez człowieka. Jasność planetoidy wynosiła około 18 magnitudo, a w czasie zbliżenia poruszała się ona wśród gwiazd z prędkością około 30 stopni na dobę.

Rozmiary 2003 SQ222 zostały oszacowane po przyjęciu założeń dotyczących ilości światła słonecznego odbijanego przez planetoidę (albedo).

Maksymalne zbliżenie miało miejsce około godziny 1:00 naszego czasu, zaledwie 10 godzin po tym, jak w rejonie Orissa w Indiach spadł jasny bolid. Rolnicy znaleźli fragmenty meteoru, o którym powiedziano że spowodował dwa pożary domów. Jak powiedział Marsden, nie należy jednak łączyć upadku bolidu z przelotem 2003 SQ222.

Poprzedni rekord zbliżenia należał do planetoidy 1994 XM1 o średnicy 10 metrów, która w 1994 roku zbliżyła się na 108 tysięcy kilometrów.

Na trzecim miejscu (120 tysięcy kilometrów) jest planetoida 2002 MN, która ma około 80 metrów średnicy. Gdyby znalazła się w ziemskiej atmosferze, byłaby już sporym zagrożeniem i mogłaby doprowadzić do zniszczeń na obszarze kilku tysięcy kilometrów kwadratowych.

19 września w odległości 160 tysięcy kilometrów przeleciała kolejna planetoida, 2003 SW130.

Autor

Michał Matraszek