Za dwa tygodnie, 4 lipca, sonda Deep Impact storpeduje kometę Tempel 1 370-kilogramowym próbnikiem. Uderzenie wybije krater w jądrze komety i wyrzuci z jej wnętrza materiał, który zostanie przebadany przez sondę. Wydarzenie to będą badały inne obserwatoria, jak SMA (Submilimeter Array) na szczycie Mauna Kea na Hawajach.

SMA rejestruje niewidoczne promieniowanie z pogranicza mikrofal i podczerwieni (długość fali 0,3-1,7 mm). Głównym źródłem takiego promieniowania jest zimna materia międzygwiezdna – gaz, pył, małe skaliste ciała.

Obserwatorium SMA, będzie badało materię wyrzuconą z jądra komety Tempel 1 podczas uderzenia próbnika sondy Deep Impact 4 lipca. Materia ta pochodzi najprawdopodoniej z najmłodszych czasów Układu Słonecznego. Na podstawie promieniowania submilimetrowego, dane z SMA pozwolą na określenie składu chemicznego jądra komety. Będzie to głównie chłodny gaz i pył, mieszanina wielu związków – typowych dla komet albo charakterystycznych tylko dla Tempel 1. Badacze mają nadzieję zaobserwować coś niespodziewanego, co dostarczyłoby dużej wartości naukowej.

Zdjęcie komety Tempel wykonane 11 grudnia 2004 przez 35-cm teleskop. To złożenie 6 ekspozycji po 5 minut. Kometa jest tylko słabym punktem – będąc jeszcze daleko od Słońca jest lodową kulą, która w miarę zbliżania się do gwiazdy zacznie sublimować, w wyniku czego powstaje gazowy warkocz.

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku zaproponowano model komet jako brudnych kul lodowych. Dziś mówi się raczej o lodowych kulach brudu – zawierających mniej lodu a więcej innego materiału niż zwykło się pierwotnie przyjmować.

Deep Impact podda model weryfikacji wybijając w jądrze komety krater o średnicy około 90 metrów i głęboki na około 25 metrów, odsłaniając wnętrze. Energia uderzenia próbnika będzie porównywalna z wybuchem 5 ton trotylu. Naukowcy porównają uwolnioną materię z łatwiejszą do zbadania powierzchnią jądra komety.

Kometa Tempel-1 to nie jedyny cel badań SMA. Obserwacje promieniowania submilimetrowego pomagają w badaniach narodzin i śmierci gwiazd. SMA spogląda też bliżej, obserwując… pogodę na Marsie. Podczas gdy misje marsjańskie skupiają uwagę na powierzchni Czerwonej Planety, SMA daje pogląd na warunki i zjawiska zachodzące w atmosferze. Obserwatorium odgrywa rolę stacji rejestrującej pogodę na odległej o miliony kilometrów planecie.

Submillimeter Array bada także atmosferę Tytana. Zanim do księżyca Saturna dotarła sonda Cassini, SMA wykryło duże różnice w ilości cyjanku wodoru i innych związków pomiędzy półkulami. Różnice niosły informację o klimacie i dynamice atmosfery Tytana.

Dalsze badania Tytana dostarczą wiedzy o tamtejszych porach roku, przy czym jeden taki rok odpowiada 30 ziemskim latom.

Anteny obserwatorium Submillimeter Array na Mauna Kea na Hawajach. SMA bada Wszechświat rejestrując promieniowanie o długości fali 0,3-1,7 mm – między podczerwienią a mikrofalami.

Obserwatorium Submillimeter Array znajduje się na szczycie Mauna Kea na Hawajach, 4080 metrów nad poziomem morza. Taka lokalizacja – w suchym miejscu, wysoko nad wilgotnym powietrzem pochłaniającym promieniowanie submilimetrowe, pozwala na prowadzenie badań w tym zakresie fal.

Obserwatorium składa się z 8 ruchomych anten, każda z nich to 6-metrowa czasza. Połączony, wzmocniony sygnał osiąga jakość odpowiadającą antenie o wielkości 0,5 kilometra.

Autor

Wojtek Rutkowski

Komentarze

  1. Nu!    

    Ekologia… — Gdzieś czytałem w necie obawach niektórych, że kometa się rozpadnie od uderzenia. Co wtedy?

    1. xyz    

      A wtedy.. — bedzie rozpadnieta 🙂 i bedziemy mieli lepsza okazje na zbadanie jej struktory. Ale chyba nie wchodzi w gre taka opcja ile moze wazyc ta kometa a to tylko 370kg pocisk w nia uderzy.

  2. leszczu    

    dokladnie — jest to zbyt maly ładunek aby mogł poważnie uszkodzić Tempel 1.

    1. Michał M.    

      Na powierzchni, nie w środku

      > jest to zbyt maly ładunek aby mogł poważnie uszkodzić Tempel 1.

      Poza tym energia wyzwoli się na powierzchni, odłupie tylko kawałek. Gdyby pocisk zakopać na pewną głębokość (i zdetonować), zniszczenia były większe… choć kometa i tak by się nie rozpadła.

      Ci którzy się boją, za dużo się naoglądali “Armagedona” 🙂

      1. Wojtek R.    

        Roje

        > Poza tym energia wyzwoli się na powierzchni, odłupie tylko
        > kawałek. Gdyby pocisk zakopać na pewną głębokość (i zdetonować),
        > zniszczenia były większe… choć kometa i tak by się nie rozpadła.

        Michale, niebawem pojawi się news (zwykle nie zapowiadamy ale zrobię wyjątek ;]) o pochodzeniu rojów meteorów z rozpadniętych komet właśnie 🙂 Choć kilkudziesięciometrowy krater w jądrze wielkości 6 km to raczej mała dziurka, nie sądzę więc żeby nam się Tempel porozpadał.

  3. ricki    

    skad wiadomo ze wybije krater ??? — skad wiadomo ze wybije krater ????
    Moze sie okazac ze wejdzie jak noz w masło i zostanie po pocisku mala dziurka.
    Co prawda predkosc impaktu slyszalem za ma byc 10 km/s no ale nigdy nie wiadomo jak zareaguje materia na takie udzerzenie

    1. Michał M.    

      Przysłowia głupotą narodów

      > wejdzie jak noz w masło

      Ktoś, kto wymyślił to powiedzenie chyba nigdy nie próbował smarować chleba (szczególnia pieczywa Wasa) masłem dopiero co wyjętym z lodówki 🙂

      Sorry, że nie na temat.

      1. Rasalgethi    

        Masło z lodówki

        > Ktoś, kto wymyślił to powiedzenie chyba nigdy nie próbował smarować
        > chleba (szczególnia pieczywa Wasa) masłem dopiero co wyjętym z
        > lodówki 🙂

        Wtedy nie było jeszcze lodówek 😉

      2. ©Rasz    

        W jakim stopniu „wyjątek potwierdza regułę”? — Nieodżałowany Sted tak się odniósł do tej (jak w moim tytule) sprawy: Co za bzdura! Wyjątek regułę KOMPROMITUJE… Czyli i on nie cenił przysłów zbyt wysoko. Co do tego “wchodzenia noża w masło” – to zwróć Michale uwagę, że przysłowia powstawały jako pewne długookresowo weryfikowane recepty na… no, na coś-tam. Zaś lodówki stały się (wystarczająco) powszechne dopiero gdzieś w latach 60-tych (w PRL-u znacznie później, no ale był to przecież ustrój “najlepszy na świecie”, więc nie czepiajmy się jakichś tam głupich lodówek)! Tym niemniej nóż w masło, nawet niezgorzej zmrożone, nadal wchodzi chyba nieco łatwiej, niż, powiedzmy: ogórek w stal?

        Co do tej własności masła, które tak Cię irytuje: gdy jest ono średnio zmrożone można je zaatakować… podstępem. Ach, tylko nie próbuj użyć gorącego noża, to kiepski pomysł! Czy wiesz jak się skrobie marchewkę, albo młode ziemniaki? Czy też w jaki sposób ciągniesz brzytwą po skórze, goląc się – z pewnym wyczuciem się to robi, o ile nie chcesz się pochlastać! Oporne masło można zgarniać ze zmrożonej kostki podobnymi ruchami noża, to i rozsmarować je jakoś wtedy idzie…

    2. Scorus    

      Kratery

      > skad wiadomo ze wybije krater ????
      Kratery rozpoznano i na jądrze komety Halley’a (płaski i słabo widoczny), i na jądrze komety Wild 2.

  4. Oskar.K    

    Jak bronić sie przed kometą — Jeśli Tempel 1 po tym doświadczeniu pójdzie w drobny mak, to dla ludzkosci nawet lepiej! Oznaczałoby to ze komety nie mają skalistego minijądra, i gdyby tylko dostarczyć jej wystarczającą ilość ciepły po prostu stopiłaby się.Zapewne bomba jądrowa o sile kilku do kilkunastu megaton trotylu wystarczyłoby by z komety zagrażający Ziemii pozostał tylko obłok gazu, praktycznie niegroźny.Taką bombę możnaby wysłać za pomocą rakiety Energia, przy czym nieistotne byłyby żadne manewry wchodzenia na orbitę czy lądowania, które czyniłyby misję trudniejszą, zwłaszcza pod względem energetycznym(więcej paliwa trzeba byłoby zabrać, za pomocą wiekszej rakiety itd.). Wystarczy zsynchronizować moment detonacji bomby z momentem uderzenia, zrobiłby to pokładowy zegar atomowy. W przypadku pojawienia się komety zagrażającej Ziemii mielibyśmy tylko kilka miesięcy na kontratak, zatem moja propozycja mogłaby byc jedyną drogą ratunku.

    1. Limax7    

      to nie takie łatwe

      > Jeśli Tempel 1 po tym doświadczeniu pójdzie w drobny mak,

      Nie pójdzie, bo ma rozmiary jak się szacuje 15x4x4 km, a Impaktor ok. 2 metrów.

      > Zapewne bomba jądrowa o sile kilku do
      > kilkunastu megaton trotylu wystarczyłoby by z komety zagrażający
      > Ziemii pozostał tylko obłok gazu, praktycznie niegroźny.

      Komety składają się z zamarzniętej wody (H2O), amoniaku (NH3), metanu (CH4), azotu (N2), tlenku węgla (CO), dwutlenku węgla (CO2), HCN, siarki (S2) i siarczku (CS). Najbardziej podatne na odparowanie są: CH4, CO, CO2, S2 CS.
      Jądra komet składają się też z cięższych cząstek tj. krzem, żelazo, magnez. O ile dobrze pamiętam, cząstki pyłowe stanowią ok. 35% składu jądra komety. Reszta to lekkie zamarznięte związki łatwo sublimujące.

      > W przypadku pojawienia się
      > komety zagrażającej Ziemii mielibyśmy tylko kilka miesięcy na
      > kontratak, zatem moja propozycja mogłaby byc jedyną drogą ratunku.

      Czy ja wiem, czy to byłby ratunek ? Kometa mogłaby się rozpaść na pół wówczas zamiast jednego wiekszego obiekyu, uderzyły by 2 albo i więcej mniejszych.
      Moim zdaniem, gdyby odkryto taką kometę zaledwie kilkanaście tygodni przed ewentualnym uderzeniem w Ziemię, zostałoby nam tylko … przeprowadzić ewakuację z zagrożonego miejsca. Dlatego tak ważne jest by szukać komet i asteroid i znajdywać je jak najwcześniej. Wówczas można by zastosować inne srodki do obrony naszej “błękitnej planety”. Zepchnelibyśmy kometę z kursu kolizyjnego. Wszystko pięknie ładnie ale czy umielibyśmy to zrobić ? W praktyce to będzie bardzo trudne.

      Pozdrawiam, Adam Hurcewicz

      1. mir    

        hmmm — tylko ze jak taki odlamek wpadnie do oceanu
        co jest wysoce prawdopodobne
        to raczej nieprzeprowadzisz ewakuaci:)
        wtedy zostaje nam tylko nakryc sie bialmy przescieradlem i czolgac powoli..bardzo powoli w strone cmentarza:)

        ale serio w razie takiego przypadku gdyby jakis asteroid czy tez kometa zagrazaly ziemi
        ten pomysl z rakietami jest jednak najprostrzy i najlatwiejszy
        mozna wystrzelic wiecej niz tylko jedna i przygotowac jeszcze pare w zapasie
        albo zrobic tak jak w armagedonie;)

      2. Oskar.K    

        Zabójczy obłok — Jak wiemy komety mogą bardzo łatwo się rozpaść, wystarczy podać przykłady komety Bieli, czy Shoemaker-Levy 9.Oczywiście trochę przesadzam, mając nadzieję że Deep Impact skreśli Tempel 1 z rejestru komet, ale to tylko nawiązanie do wcześniejszej dyskusji.
        O skuteczności bomb jądrowych przekonaliśmy się dość boleśnie na Ziemii, a trzeba dodać że bomba z Hiroshimy miała moc “tylko” 15kt trotylu.Ja proponuję komecie posłać tysiąc razy więcej.Temperatura w epicentrum byłaby porównywalna z temperaturą jądra Słońca, w takiej temperaturze każda substancja zmieniłaby się w plazmę, a jeśli nawet nie, nieprawdopodobością jest by po komecie pozostały jakieś większe odłamy. Najtrudniej by było gdyby jądra komet składałyby się ze skal;istego minijądra, otoczonego lodowym płaszczem, jednak przykłady komety Bieli, czy Shoemaker-Levy 9 temu raczej zaprzeczają.Najwiekszym niebezpieczeństwem, byłby rekordowy deszcz meteorów, które jednak spaliłyby się w atmosferze, straty od większych odłamków powinny być astosunkowo niewielkie, mogłyby one rozbić może kilka samiochodów.
        Koronnym argumentem dla mojej propozycji jest czas.Nie mielibyśmy go za wiele, w każdym bądź razie za mało by przeprowadzić gigantyczną operację zepchnięcia komety z kursu kolizyjnego.Impuls działają cy na kometę musiałby byc o wiele większy niż w przypadku planetoidy, bo mniej jest czasu na to, by zakłócenie spowodowało zejście Ziemii z celownika planetoidy. Co więcej, taka misja wymagałaby ladowania na komecie, czyli zrównania prędkości i położenia z kometą.Komety mają względem Ziemii olbrzymie prędkości, rzędu kilkudziesięciu km. na sekundę.Aby zrównać prędkość z kometą statek ratowniczy musiałby zabrać ze sobą niewyobrażalne ilości paliwa rakietowego.Napęd jonowy ze względu na czas nie wchodzi w rachubę.Aby być efektywny, taki statek musiałby byc napędzany za pomocą bomb jądrowych, jak w projektach Orion, lub Dedal.Jednak nie będzie czasu na zbudowanie i przetestowanie takiego statku.

        1. Webkamerkowiec    

          Lądowanie — Było już lądowanie na komecie nie oglądasz Discovery.

        2. Limax7    

          Odp: Lądowanie — … a na jakiej ?

        3. Webkamerkowiec    

          Lądowanie — Nie przypomnę sobie na jakiej było lądowanie.

        4. Oskar.K    

          Dopiero wylądujemy na komecie — Nie było jeszcze lądowania na komecie, wszystkie dotychczasowe misje były jedynie przelotami w ich pobliżu.Ktoś mógłby podać przykład misji Stardust, jednak ta sonda tylko przelciała z dużą szybkością przez głowę komety i zebrała trochę pyły, który zostanie dostarczony na Ziemię na początku przyszłego roku.
          Lądowanie na komecie jest częścią realizowanej obecnie misji sondy Rosetta, która w 2013r. wyląduje na komecie Czurumow-Gierasimenko. W 9 LAT PO STARCIE, pracowicie przeznaczonym na lawirowanie wokół planet, w celu wycyganienia wsparcia grawitacyjnego. Zakładam ja zaś że czas na odparcie ataku komety jednopojawieniowej będzie wynosił zaledwie kilka miesięcy, co wiecej wysoce jest prawdopodobne że orbita komety będzie nachylona pod kątem co najmniej kilkudziesięciu stopni do płaszczyzny ekliptyki- co daje olbrzymią prędkość względem Ziemii. Czurumow-Gierasimenko ma orbitę nachyloną do ekliptyki tylko o kilka stopni.
          Nic dziwnego że jedynym sposobem na uratowanie się jest zdetonowanie W ŚRODKU komety duzej bomby termojądrowej by wróg zmienił się w gaz i pył.Bomba ma sie wbic w kometę i wybuchnąć, dlatego zastosowałbym zapalnik sprzężony z zegarem atomowym, który odpaliłby w odpowiedniej chwili, bo przy prędkości zderzenia z kometą nie zaufałbym zapalnikowi kontaktowemu.

        5. Webkamerkowiec    

          Lądaowanie było. — Teraz mi sie przypomniało, że to było lądowanie na asteroidzie, a nie komecie, zresztą nie było planowane i sonda nie była przystosowana do lądowania. Poprostu po zakończeniu misji postanowiono zrobić to spektakularnie, niebyło nic do stracenia bo misja się zakończyła i sonde można było rozbić, udało się ponoć posadzić sondę delikatnie i ponoć nadała jakieś sygnały po wylądowaniu.

      3. BaSz@    

        Kosmiczny gruz, z wyprzedaży? — „Jeśliby jakieś kamienie tam były, dawno by już pospadały!” – tak francuska Akademia Nauk uzasadniła onegdaj decyzję o tym, że wszelkie doniesienia o meteorytach – będą ignorowane, jako „absurdalne, i nienaukowe”. Zaś ja chciałbym spytać, równie absurdalnie: a skąd się one tam biorą, u diaska?!

        Trochę myśl rozwinę: nie budzą moich oporów „niewielkie ciała astralne” mające miąższość komety. O ile poszczególne egzemplarze nieco się różnią, to zasadniczo przyjmujemy, że sam fakt wzbudzania przez światło (i wiatr) słoneczne – charakterystycznej, kometarnej głowy, wskazuje na dość luźne związanie, lotnego (głównie) materiału. Tak na marginesie: w tym aspekcie ogon jest nieistotny, bo jest jedynie produktem wtórnym, zależnym od zaistnienia głowy.
        W każdym bądź razie: nie widzę jakiejś większej zagadki w tym, że w obłoku Oorta mogły powstać, drogą resublimacji, oraz zlepiania, i co tam jeszcze – jakieś ciała o konsystencji luźnej ( ! ) kuli śniegowej, ewentualnie z pewną zawartością drobnych ziaren, czy grudek twardszego materiału.
        Skąd się biorą owe grudki? Przecież nie drogą zestalania, czy osadzania bezpośrednio z fazy gazowej… Zapewne „zamarzły” w przestrzeni, gdy wybuch supernowej rozerwał kolejną gwiazdę, od razu też przyjmując (czy też: zachowując) dość zwartą strukturę. Ale co z ciałami znacznie większymi? Większymi, lecz nie na tyle, aby można było mówić o jakiejś tam, ich własnej – grawitacji? O rozmiarach większych niż kilkanaście centymetrów, a zdecydowanie mniejszych niż, dajmy na to: Ceres?

        Oczywiście o tym, abyśmy mogli rozstrzygnąć, jakich rozmiarów „krople” – gorące fragmenty wyrwane z wnętrza eksplodującej gwiazdy – jakiej wielkości bąble mogą być wyrzucane (i nie rozsypać się!) w trakcie takiego kataklizmu – musielibyśmy wiedzieć o „różnych modelach propagacji fali uderzeniowej” we wnętrzu rozrywanej gwiazdy, tudzież występujących tam nieregularnościach, i setkach innych czynników. Zaś nasza wiedza jest wciąż znikoma. Całkiem spora ilość „kosmicznego gruzu” jaki możemy obserwować, wskazuje jednak, iż „przynajmniej jedna” z gwiazd, znajdująca się kiedyś w naszych okolicach, musiała się rozpuknąć zdumiewająco asymetrycznie! Bo najwyraźniej rozsiała nawet całe fragmenty żelaznego jądra…

        Drobne chondryty mogły powstać na wiele sposobów, lecz jak kosmos „wyprodukował” taki żelazny, jednolity blok, jak np. ten, z którego wykonano znajdujący się w Mekce obelisk Kaaba… Przecież nie drogą jakiejś wtórnej „koncentracji materiału” w kosmicznej próżni. Jego struktura byłaby wtedy bardzo gąbczasta, i poprzetykana najróżniejszymi innymi substancjami. Lecz i jako „odprysk pękającej gwiazdy” – pomijając już strukturę, to, jak się zdaje, sam kształt też miałby znacznie mniej zwarty. Wszak jedyną siłą, która spajać mogła gorącą, płynną kroplę, która wytrysnęła z gwiazdowego Martena – przy masie własnej zbyt nikłej, na choćby cień własnej grawitacji – byłoby napięcie powierzchniowe, zaś jakieś znaczniejsze rozmiary – po prostu to wykluczają! Bowiem napięcie powierzchniowe, mające wszak wartość dość mizerną, nie przezwyciężyłoby wówczas sił destrukcyjnych, jakich się można dopatrzeć już dla kropli kilkunastocentymetrowych…

        Podsumuję: odłamki skalne, a w jeszcze większym stopniu: metaliczne, są zbyt zwarte na to, aby mogły ulec „scaleniu” w warunkach próżni. Zbyt małe na możliwość spajania grawitacyjnego. Za wielkie, aby mogły zastygnąć z „gorących kropli” utrzymywane wcześniej siłą napięcia powierzchniowego. To skąd się wzięły, z [i] soldów[b]? [/b] [/i]

  5. Paweł    

    Nic jej się nie stanie ? — Próbnik wybije tylko małą dziurkę w porównaniu z rozmiarami komety na pewno nie robije jej w drobny mak jest na to mały .
    Nie ma sensu tak dziwna dyskuja.

Komentarze są zablokowane.