Po zapowiedziach drastycznych cięć budżetu, dla słynnego radioteleskopu w Arecibo mogą nadejść lepsze czasy za sprawą… zagrożenia Ziemi przez planetoidy.

Dla radioteleskopu w Arecibo, największego i zapewne najczęściej pojawiającego się w filmach instrumentu obserwacyjnego na Ziemi, miały nadejść ciężkie czasy. W 2006 administrator obiektu, Narodowa Fundacja Naukowa (NSF), sugerowała obcięcie budżetu z 10,5 mln dolarów do 8 mln w 2009 i jedynie 4 mln w 2011. Na tak chudym wikcie placówka nie mogłaby normalnie pracować i musiałaby zostać zamknięta.

Niedawno powstał jednak inny dokument, autorstwa Narodowej Akademii Nauk, który może utrzymać strumień pieniędzy płynący do Arecibo na odpowiednim poziomie. Sprawozdanie na temat poszukiwania obiektów okołoziemskich (NEO – Near-Earth Object) i strategii redukcji zagrożeń stwierdza, że 305-metrowy talerz jest bezkonkurencyjny pod względem dokumentacji niewielkich ciał niebieskich, poruszających się niedaleko naszej planety.

Zagrożenia, o których mowa, to coraz poważniej traktowane przez naukowców i polityków ryzyko kataklizmicznej kolizji Ziemi z planetoidą. Takie zdarzenia, jak katastrofa tunguska czy wejście w atmosferę (i całkowite spłonięcie) trzymetrowej planetoidy 2008 TC3, która została wykryta niecałe 24 godziny wcześniej, dają do myślenia. Dlatego też NASA chce do 2020 zidentyfikować i śledzić co najmniej 90% NEO o średnicy 140 metrów lub większej.

Przy obecnych zasobach technicznych Agencji nie jest to możliwe, jeżeli zamknięte zostanie obserwatorium w Arecibo. Kwestia jego dalszego finansowania, czy to przez NASA, czy przez NSF, rozstrzygnięta zostanie po tym, jak w grudniu ukaże się ostateczna wersja sprawozdania.

Autor

Paweł Laskoś-Grabowski