W ostatnich dniach ciemne niebo rozświetla jeden z najbardziej niezawodnych w całym roku deszczy meteorów. W tym czasie możemy obserwować nie tylko niebiańskie fajerwerki, ale także planety przedstawiające sobą niezwykłe widowisko. Choć maksimum już za nami (noc 12/13 sierpnia), na niebie wciąż można zobaczyć meteory. Kto, co, gdzie, kiedy, dlaczego i jak? Przyjrzyjmy się deszczowi Perseidów.

Artykuł opracowała Karolina Polańska

W drugiej połowie lipca i na początku sierpnia, Ziemia przelatuje przez wiele drobnych strumieni odłamków komet, produkując równie drobne deszcze meteorów, widoczne w konstelacjach Łabędzia, Koziorożca oraz Wodnika. Jest to rodzaj normalnej aktywności, możliwy do zaobserwowania zarówno na półkuli północnej, jak i południowej. Podczas jednej, wieczornej sesji obserwacyjnej można zobaczyć nawet tuzin meteorów. Jest to okres dobrego przejścia pogody na obu półkulach Ziemi i idealny czas na obserwacje.

Jak to się dzieje, że coroczny deszcz Perseidów jest tak niezawodnym obserwacyjnym punktem programu? Winna jest okresowa kometa 109P/Swift-Tuttle. Odkryta w 1862, Swift-Tuttle, jest nazywany „okresową”, ponieważ przelatuje przez nasz Układ Słoneczny co około 133-135 lat, pozostawiając za sobą skalne odłamki i pył.

Już w 36 roku naszej ery Chińscy astronomowie zaczęli dostrzegać ostry wzrost aktywności meteorów w tym czasie i rozpoczęli prowadzenie rejestru. Inni astronomowie podążali tym śladem dopóki astronomia nie stała się raczej niebezpiecznym zawodem. Perseidy często określane były „łzami Świętego Wawrzyńca”, dla uczczenia jego męczeńskiej śmierci 10 sierpnia. Jednak w historii autorstwo dokładnego opisania radiantu i czasu tego zjawiska przypisuje się Adolphe’owi Quelet w 1835 roku.

W ciągu czterech następnych lat obserwatorzy o bystrych oczach nie tylko zaczęli dostrzegać obecność Perseidów, ale również zaczęli robić dokładne pomiary godzinnej aktywności roju meteorów. W 1839 roku E. Heis dostarczył nam pierwszych pisemnych danych na temat aktywności nawet 160 meteorów na godzinę. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat w jego ślady poszło wielu innych obserwatorów. Zaobserwowali jednak, że aktywności zmieniają się z roku na rok. Nie wiedzieli jednak, dlaczego.

W latach 1864-1866 Giovanni Schiaparelli również badał Perseidy i obliczył orbity strumienia. Jego odkrycie było zdumiewające. Orbita była niemal identyczna z orbitą komety, odkrytej zaledwie dwa lata wcześniej – 109P/Swift-Tuttle. Po tym odkryciu ustalenie, że każdy duży skok w aktywności odpowiadał znanemu peryhelium komety, nie zabrało wiele czasu. To był pierwszy raz, kiedy deszcz meteorów został utożsamiony z kometą.

Jednak, gdy chodzi o naukę, najważniejsze są dowody. Prowadzona w tym czasie dokumentacja nie była najlepsza. W 1973 roku astronom Brian Marsden zajmował się przewidywaniem powrotu komety Swift-Tuttle. Wskazał rok 1981, jednak kometa nie pokazała się, mimo wzmożonej aktywności Perseid. Marsden jednak nie zamierzał zrezygnować. Wybrał inną dokumentację, opierając się na danych o komecie widzianej w 1737 r. Według kolejnej prognozy, Swift-Tuttle miała powrócić w 1992. Tym razem był to wielki sukces.

Perseidy 2008

Przelot meteoru z roju Perseidów sfotografowany przez Radosława Ziombera 13 sierpnia 2008 o 3:26. Publikacja za zgodą Autora.

Od ostatniego peryhelium komety Swift-Tuttle minęło 18 lat. Na tej tylko podstawie trudno było przewidywać, jakim widowiskiem jest deszcz Perseidów 2010, ponieważ strumień materiałów jest bardzo rozległy i złożony. Wiemy, kiedy Ziemia przez niego przechodzi, więc możemy się spodziewać określonej aktywności w danym czasie – ale możemy tylko zgadywać, ile materiału zostało pozostawionego przez kometę. Być może całe wieki temu kometa zrobiła coś bardzo nieoczekiwanego (a czasami tak się zdarza) i wypuściła gęstą chmurę czekającą na nas… Także Jowisz może mieć wpływ na stan strumienia – albo ogromne poruszenie w aktywności może wystąpić w ciągu dnia.

Na szczęście, nie ma teraz Księżyca, który mógłby ukrywać słabsze meteory. Mimo to, Perseidy nie są najłatwiejsze w obserwacji. Występują na niebie bardzo krótko – spalane przez naszą atmosferę, poruszają się z prędkościami ponad 200 000 km/h – i czasami są bardzo słabe. Kiedy zaczyna się wieczór, dla obserwatorów z półkuli północnej najlepszy widok jest na wschód lub północny wschód i w miarę upływu nocy przemieszcza się za Perseuszem na północ. Jeśli wybierać czas na obserwacje, zdecydowanie najlepsze widoki są, gdy gwiazdozbiór jest w punkcie górowania – po północy, aż do świtu. Natomiast jeśli przybędzie się na zachód słońca, można będzie obejrzeć dodatkowo przepiękną koniunkcję Merkurego, Marsa, Saturna i Wenus oraz delikatny półksiężyc.

Mimo że noc maksymalnej aktywności już za nami, wciąż można obserwować rój. W przypadku mieszkania na zbyt oświetlonych w nocy terenach, warto zaplanować wyjazd poza miasto. Warto zabrać ze sobą rzeczy, dzięki którym można obserwować w komfortowych warunkach – jak np. rozkładane krzesło lub koc. Należy unikać białego światła, co najwyżej używać czerwonej latarki, przyjaznej dla oczu, zrobionej np. przez rozciągnięcie czerwony balonik na soczewce.

Zachęcamy do przesyłania zdjęć. Życzymy czystego nieba i dużo szczęścia!

Autor

Redakcja AstroNETu
Redakcja AstroNETu