Popatrzmy na niebo i znajdźmy charakterystyczne „W”. Kto bardziej zainteresowany astronomią wie, że to Kasjopeja. Obok Cefeusz. Niżej Andromeda. Zapraszam do opowieści o tym, jak etiopska rodzina królewska
z pomocą herosa skończyła razem na nieboskłonie.

W pięknym kraju na południu Egiptu, w odległej Etiopii (gdzie jeszcze wtedy wpływy grecko-europejskie dominowały) dumny i postawny Kefeus – król tych ziem – planował kolejne podboje i reformy państwowe. Przy boku męża – Kasjopeja – choć już niemłoda, to ciągle przepiękna i zaradna pani owych włości. Doczekali się jednej córki – Andromedy, która bystrością, dziewczęcą wrażliwością i niewinnością nie miała sobie równych a żyła w największych rozkoszach, jakie tylko mogą czekać królewnę. Do czasu…

Kasjopeja była przekonana o swym pięknie i doskonale wiedziała, że krasą nie dorównują jej inne kobiety wspomnianego królestwa. W swym samolubstwie i pysze odważyła się stwierdzić, że jest o wiele urodziwsza od przesławnych Nereid, uważanych za jedne z najpiękniejszych bogiń. Obrażone nimfy morskie szybko poskarżyły się Posejdonowi, który w gniewie rzucił na Kefeusa i jego miasto wielkiego morskiego potwora, który miał niszczyć ludzi i ich plony. Mimo wielu wojsk i użytych środków monstrum o kształcie Wielkiej Ryby (jak nazwali go ówcześni) nie uciekło a jeszcze bardziej rozgorzało w swym gniewie. Bezradny Kefeus po skorzystaniu z wyroczni musiał podjąć trudną decyzję, która zgodnie z przepowiednią miała powstrzymać potwora. Zaraz kazał związać swą córkę Andromedę, perłę swego królestwa, i przykuł ją do skały, wystawiając ją na pożarcie…

Tymczasem spośród chmur wyłania się wzniosła i świetlista postać wielkiego

i postawnego mężczyzny przybywającego niby na koniu ze skrzydłami….

CDN.

Autor

Kacper Lawera