12 kwietnia w 55. rocznicę lotu Jurija Gagarina w przestrzeń kosmiczną, rosyjski miliarder Jurij Milner ogłosił wśród wybitnych naukowców oraz biznesmenów, że zamierza przeznaczyć 100 milionów dolarów na nowy, wychodzący poza ramy dzisiejszej technologii projekt o nazwie Breakthrough Starshot.

Celem tego projektu jest dotarcie w ciągu zaledwie 20 lat malutkich sond do grupy układu alfa Centauri (położony on jest najbliżej Układu Słonecznego).

Stanie się tak dzięki przyspieszeniu mikroskopijnych sond do prędkości 20% prędkości światła przy wykorzystaniu 100 gigawatowych laserów znajdujących się na Ziemi. Malutkie sondy będą badać planety pozasłoneczne z bliska, a następnie wysyłać raporty na Ziemię.

Nanosondy będą musiały pokonać wiele przeszkód, w tym zabójczy pył kosmiczny. W skład sondy mają wchodzić m.in.: mikroskopijna kamerka, miernik atmosfery, czujniki, procesory, nawigowany silnik, sprzęt do komunikacji oraz źródło zasilania całej aparatury. Podróż danych o planetach na Ziemię potrwa 4,4 roku, a przesyłane będą one za pomocą niewielkiego lasera. Całkowita masa każdej nanosondy, wliczając w to cały sprzęt, ma wynosić tylko kilka gramów.

Lasery mają wytworzyć wiązkę o mocy 100 gigawatów

Odpowiednio ustawiony laser wystrzeliłby ten delikatny płatek śniegu poza orbitę ziemską z siłą 25000 gs dostarczoną jedynie jako ciśnienie promieniowania.

Takie natężenie mocy nada sondzie odpowiednią prędkość w w ciągu dwóch minut. Potem znajdzie się ona poza zasięgiem lasera. Po takiej operacji i przed wysłaniem w kosmos kolejnej sondy, laser będzie potrzebował całego dnia na naładowanie swoich baterii (z odpowiedniej elektrowni).

Jeśli taki system stanie się możliwy, jego budowa może kosztować 10 miliardów dolarów – sugerują naukowcy z programu Breakthrough Starshot. Będzie to związane z największymi naukowymi projektami dzisiejszych czasów. Gdy wszystko będzie już gotowe i zadziała, samo wysłanie każdej sondy powinno być stosunkowo tanie: około 100 tysięcy dolarów.

Autor

Aleksandra Kaczmarek