W ostatnich dniach na wielu portalach internetowych przetoczyła się burza wiadomości o rzekomej rewolucji w astrologii, polegającej na uznaniu przez amerykańską agencję NASA gwiazdozbioru Wężownika za znak zodiaku. Żadnej poważnej zmiany w astronomii nie ma, a cała afera rozbija się o nadinterpretację jednej z ciekawostek opublikowanej w serwisie edukacyjnym amerykańskiej agencji kosmicznej. Ponieważ jednak sprawa ta co jakiś czas wraca do masowych mediów (jak kolejne odkrycie “drugiej Ziemi” lub ogłoszenie kolejnego projektu załogowej misji marsjańskiej), naszym czytelnikom należy się rozjaśnienie widzenia, zamglonego przez mylące informacje rozpowszechniane w internecie.

Z racji tego, iż astrologia towarzyszyła astronomii od jej zarania (można by nawet rzec, iż astronomia wyrosła z astrologii), pomimo iż naukowy świat już stosunkowo dawno porzucił astrologiczne spojrzenie na świat, długi wspólny rozwój spowodował, że w naukowym nazewnictwie możemy w dalszym ciągu znaleźć pewne astrologiczne pamiątki. Przykładami takich żywych skamielin w astronomicznej nomenklaturze są np. znaki zodiaku.

Zodiak (gr. Ζῳδιακὸς κύκλος – krąg zwierząt) jest to zbiór gwiazdozbiorów znajdujących się wzdłuż ekliptyki, czyli pozornej drogi Słońca na tle gwiazd. Tradycyjnie, od czasów starożytnych, nasza kultura zalicza do niego dwanaście gwiazdozbiorów zwanych zodiakalnymi: Barana, Byka, Bliźnięta, Raka, Lwa, Pannę, Wagę, Skorpiona, Strzelca, Koziorożca, Wodnika i Ryby. Gwiazdozbiory były w dawnej astronomii szczególnie ważne dlatego, że poza Słońcem na ich tle obserwowano wszystkie znane planety, oraz (zaliczany ówcześnie do planet) Księżyc, które to stanowiły główny obiekt zainteresowań ówczesnych obserwatorów.

Gwiazdozbiory zodiakalne nie zajmują równych odcinków ekliptyki, przez co Słońce nie przebywa w każdym z nich tak samo długo. Poza tym, pojęcie gwiazdozbioru nie było do niedawna doprecyzowane – były to po prostu konkretne gwiazdy, w których widziano np. poszczególne kończyny stworzenia, więc ich granice były dosyć płynne i niedookreślone, a czasem dwa lub więcej gwiazdozbiory nachodziły na siebie, przenikając się wzajemnie.

Z tych powodów zaczęto dzielić ekliptykę na dwanaście równych fragmentów, każdy po 1/12 kąta pełnego czyli 30° i nazwano te obszary “znakami” zodiaku. Pozycję planety można było dzięki temu notować podając znak w którym się ów obiekt znajduje, oraz odległość kątową od rozpoczęcia danego znaku. Pozwalało to łatwo orientować na ekliptyce, gdyż wystarczyło zapisać “23° Raka” by precyzyjnie określić położenie, jak również poinformować na tle jakiego gwiazdozbioru znajduje się dana planeta. Miejsca od których dany znak się rozpoczynał poczęto nazywać punktami: Barana, Byka, Raka ect.

Sam pomysł podzielenia ekliptyki na dwanaście równych odcinków zrodził się w Babilonie przed siódmym wiekiem przed naszą erą, choć nie wszystkie gwiazdozbiory były już wtedy nazywane tak, jak nazywamy je obecnie.

Po raz pierwszy wspólny układ gwiazdozbiorów, uznawany w całym świecie nauki, powstał w 1930 roku. Określono wtedy granice 88 gwiazdozbiorów, rozumianych jako konkretne obszary nieba. Do tego czasu, nie było wspólnych gwiazdozbiorów – każdy nowy atlas zawierał nowe, własne dla autora, figury, które czasem wchodziły do powszechnego użytku, a czasem (jak np. leżący dzisiaj w nieszczęsnym Wężowniku Ciołek Poniatowskiego) nie przyjmowały się, stanowiąc dzisiaj jedynie ciekawostkę historyczną.

Po dokładnym wytyczeniu granic gwiazdozbiorów w czasach nowożytnych, Słońce przechodzi przez trzynaście konstelacji, przebywając od 29 listopada do 17 grudnia w obszarze Wężownika, czyniąc go gwiazdozbiorem zodiakalnym. Ponieważ ekliptyka właściwie nie zmienia położenia na tle gwiazd (jak czyni np. równik niebieski na wskutek zjawiska precesji), Słońce w trzynastym gwiazdozbiorze gościło od zarania dziejów. Dlaczego więc nie stał się on znakiem zodiaku?

Otóż gwiazdozbiór Wężownika pojawia się w źródłach dużo później niż pierwsze babilońskie podziały ekliptyki, dopiero w trzecim wieku przed naszą erą, w poematach greckiego poety i lekarza Aratusa z Soloj. Możemy więc śmiało powiedzieć, że nie był on znakiem zodiaku, gdyż, jak zaczęto ich używać, po prostu ten obszar ekliptyki nie był kojarzony z żadnym gwiazdozbiorem! Gdy zaś zaczął być powszechnie używany, widziano w nim postać stąpającą po Skorpionie – więc w omawianym fragmencie drogi Słońca, gwiazdozbiory wówczas nachodziły na siebie – jako przykład można zobaczyć ilustrację z Uranographi Jana Heweliusza:

Gwiazdozbiór Wężownika i Węża w “Firnamentum Sobiescanum sive Uranographia” Jana Heweliusza. Kreskowana linia oznacza ekliptykę. Skorpion i Wężownik wyraźnie się przenikają.

Nikt więc nie podważał już wtedy dokonanego podziału ekliptyki na 12 równych obszarów, gdyż podział ten był bardzo wygodny w stosowanym ówcześnie systemie dwunastkowym. Liczba dwanaście ma również bogate znaczenia symboliczne, więc zwiększanie podziału do trzynastu po prostu mijało się z celem, zwłaszcza że Słońce przechodziło przez wspólny ówcześnie obszar Skorpiona i Wężownika, oraz przez dwie gwiazdy utożsamiane z prawą stopą postaci.

Sprawę Wężownika możemy już odłożyć, do wyjaśnienia pozostała jeszcze kwestia migracji dat znaków zodiaku. Wytłumaczeniem jest zjawisko precesji – czyli ruchu punktu równonocy wiosennej.

Zjawisko precesji. Oś ziemska zmienia swoją orientację w przestrzeni, zmieniając punkt w który celuje (aktualnie: Gwiazda Polarna) oraz punkt przecięcia równika z ekliptyką. Słowo precesja pochodzi od łacińskich słów “praecessio aequinoxii” – czyli wyprzedzenie równonocy

Punktem “zerowym” na ekliptyce jest punkt Barana – czyli początek znaku Barana. Jest to punkt przecięcia ekliptyki (czyli rzutu płaszczyzny ziemskiej orbity na sferę niebieską) z równikiem niebieskim (czyli rzutem płaszczyzny ziemskiego równika na niebo). Jak wiemy, oś ziemska jest odchylona od pionu (wyznaczonego jako prosta prostopadła do płaszczyzny orbity) o ok. 23,5°, i tyle też wynosi kąt między wspomnianymi płaszczyznami. Ponieważ znowu oś obrotu ziemi zmienia swoją orientację w przestrzeni (tak jak obracająca się oś wirującego bączka puszczonego po gładkim parkiecie), punkt ten, obserwowany ok. trzy tysiące lat temu na tle gwiazdozbioru Barana przesuwa się przeciwnie do kierunku ruchu Słońca i znajduje się obecnie w gwiazdozbiorze Ryb. Właśnie na skutek tego zjawiska, daty przebywania Słońca w danych gwiazdozbiorach różnią się od dat przebywania w poszczególnych znakach o około miesiąc. Ruch ten powoduje również zmianę pozycji bieguna niebieskiego, a więc również gwiazdy którą utożsamiamy z polarną (aktualna gwiazda polarna α Umi (Kynozura) jest nią dopiero od ok. 1500 lat). Przesunięcie pogłębia się z czasem i ponowne pokrycie się znaków z odpowiadającymi gwiazdozbiorami nastąpi po jednym pełnym obrocie osi ziemskiej, trwającym ok. 26 000 lat (tzw. Rok platoński). Ze zjawiska odkrytego przez Hipparcha w drugim wieku przed Chrystusem, zdawał sobie sprawę Klaudiusz Ptolemeusz, który w swoim Almageście, podręczniku zarówno astronomicznym jak i astrologicznym, uczynił ze znaków zodiaku niezmienne fragmenty ekliptyki, wiedząc, że ich powiązanie z gwiazdozbiorami jest tymczasowe. Tym samym znaki zodiaku stały się pierwszym przedstawicielem niezmiennych w czasie współrzędnych astronomicznych.

Czy jednak w ogóle warto się przejmować gazetowymi horoskopami? Po za oczywistym faktem, że nie ma żadnego faktycznego związku z ułożeniem gwiazd na niebie a naszymi człowieczymi losami, a współczesnej astrologi zdecydowanie bliżej do magii niżeli nauki, trzeba też wspomnieć, iż nasze znaki zodiaku nie mają również wiele wspólnego z klasyczną astrologią.

Horoskopem nazywano bowiem schematyczne rozrysowanie pozycji znaków zodiaku oraz planet na niebie w danej chwili (dla której stawiano horoskop), lub dla momentu narodzin danego człowieka. Znaki oraz planety przyporządkowywano do dwunastu “domów”, będących równomiernym podziałem nieba na nieporuszające się obszary. Znakiem zodiaku, pod którym dana osoba się urodziła, nazywano ten znajdujący się w domu wschodzącym – Ascendensie (czyli wschodzący w danej chwili), nie ten, w którym aktualnie przebywało Słońce. Znak zodiaku zmieniał się nie raz na miesiąc, a raz na dwie godziny (sic!), był więc zatem indywidualną cechą każdej osoby, a do jego wyznaczenia konieczne było ustalenie nie tylko daty, ale i miejsca oraz godziny narodzin. Z racji tego iż dokładne wiedza np. o godzinie urodzin była raczej nieznana, stawiający horoskop mógł “dociągnąć” daną osobę pod znak i poprawić wróżby będące interpretacją położenia planet i znaków na niebie. W pewnym momencie nie wiedziano także, czy wiążące dla horoskopu są znaki, czy gwiazdozbiory zodiaku.

Przykładowy klasyczny horoskop wystawiony przez autora artykułu, na moment południa w Warszawie, 20 września 2016 roku. Przedstawia on pozycję poszczególnych gwiazdozbiorów (czarne symbole) i planet (czerwone) na niebie. Rzymskie liczby odpowiadają numerowi “domu” – dom I to znak wschodzący, X – górujący, VII – zachodzący, IV – dołujący. Jest więc to jedynie tabela schematycznie prezentująca wygląd nieba w danej chwili. Osoby urodzone w tym momencie były by znaku Wagi – gdyż on znajduje się w I domu.

Wszystkie wróżby i przewidywania sprowadzały się do interpretacji takiego schematu, początkowo z zasadą, iż jeżeli np. wojna wydarzyła się w charakterystycznej konfiguracji gwiazd, to gdy powtórzy się dana konfiguracja, to powtórzy się również i wojna. Ta z idei naukowa metoda z czasem otwarła się na dużo mniej naukowe argumenty, dryfując wpierw w kierunku pseudonauki, a w końcu w rejony magii i okultyzmu.

Z racji tego, iż znajomość prawdziwych (z klasycznego astrologicznego punktu widzenia) znaków zodiaku nie jest powszechna, w gazetach zaczęto publikować wróżby przyporządkowane do dziennej daty urodzin, nie zważając nawet na astrologiczną poprawność. Pokazuje to jak bardzo aspirująca do bycia naukową astrologia oddaliła się od prawdziwie naukowej astronomii.

Więcej na temat zodiaku, historii astrologi oraz rozwoju gwiazdozbiorów znaleźć można w książce Zbigniewa Dworaka Astrologia. Astronomia. Astrofizyka“ (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1980) oraz w książce Jerzego Dobrzyckiego oraz Jarosława Włodarczyka “Historia naturalna gwiazdozbiorów” (Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2002).

Autor

Mateusz Krakowczyk
Mateusz Krakowczyk

Prezes Klubu Astronomicznego "Almukantarat". Redaktor działu "Kącik Olimpijczyka" w czasopiśmie Urania - Postępy Astronomii. Konstruktor planetariów i drewnianych przyrządów astronomicznych. Miłośnik astronomii (zwłaszcza tej dawnej). Dwukrotny finalista Olimpiady Astronomicznej. Student Lotnictwa i Kosmonautyki na wydziale MEiL Politechniki Warszawskiej.