Jest rok 1859, pierwszy września godzina jedenasta. Angielski astronom-amator Richard Christopher Carrington obserwuje Słońce, które od kilku dni wykazuje wzmożoną aktywność. Właśnie w ten sposób została opisana jedna z największych burzy słonecznych, jaką pamięta ludzkość.

Plamy słoneczne 1 września 1859 według szkicu Richarda Carringtona

2 września rozpoczęła się burza, która spowodowała awarię sieci telegraficznych w całej Europie i Ameryce Północnej. Zorza polarna, jaką można było wówczas zaobserwować, sięgała Karaibów, a w Górach Stołowych mieszkańcy porównywali ją do światła poranka.

Podobne burze pojawiały się później w historii, jednak nigdy w tak intensywnej formie. Według raportu National Academy of Science podobne zjawisko w dzisiejszych czasach mogłoby spowodować globalną katastrofę i narazić świat na straty w wysokości 2 bilionów dolarów amerykańskich. Starty ponadto potęguję fakt, iż sieci elektryczne w całej Europie są ze sobą połączone, a co za tym idzie – pojedyncza awaria może pociągnąć za sobą serię kolejnych.

Rozwiązaniem dla Ziemi mogą być zatem systemy wczesnego ostrzegania. W tym momencie jedynym krajem posiadającym takie zabezpieczenie są Stany Zjednoczone. Niemniej jednak według naukowców badających stężenie azotanów w atmosferze, będących produktem wiązań azotu atmosferycznego podczas burz magnetycznych, podobne zjawisko jak w 1859 występuje średnio raz na 500 lat. A zatem mamy jeszcze trochę czasu, żeby przygotować naszą planetę na tę ewentualność.

Autor

Karolina Bargieł

Jestem młodą miłośniczką astronomii od kilku lat związaną z Klubem Astronomicznym Almukantarat. Swoją przygodę z portalem AstroNET rozpoczęłam w 2015 roku. Artykuły, które piszę są głównie tłumaczeniami anglojęzycznych stron dotyczących najnowszych nowinek w zarówno technicznym, jak i teoretycznym astro-świecie.