Od kilkudziesięciu już lat NASA prowadzi politykę, by w kosmos latali ludzie z wykształceniem w różnych dziedzinach nauki, aby móc przeprowadzić jak najbardziej różnorodne badania dotyczące wpływu warunków panujących w przestrzeni kosmicznej zarówno na różnego rodzaju obiekty, jak i organizmy żywe. James Pawelczyk poleciał w kosmos właśnie w tym celu – by zbadać, jak warunki mikrograwitacji wpływają na mózg oraz układ nerwowy człowieka.

Anna Wizerkaniuk

James Pawelczyk urodził się w Stanach Zjednoczonych w 1960 r. w rodzinie polskich imigrantów. Jego dziadkowie wyemigrowali do Ameryki w przekonaniu, że osiedlą się w „ziemi obiecanej”. Stąd też odmówili Jamesowi nauki języka polskiego, ponieważ „teraz są Amerykanami”. Choć mówili tylko po angielsku, to jednak polskie tradycje zawsze były obecne. W czasach kiedy dorastał, Stany ogarnęła kosmiczna gorączka, więc tak samo, jak jego rówieśnicy, Pawelczyk chciał zostać kosmonautą. Jak często powtarza, jest dzieckiem Ery Podboju Kosmosu. Można się więc zdziwić, że na studiach nie wybrał drogi inżyniera czy fizyka, geologa, tylko fizjologa. W 1989 r. Pawelczyk obronił doktorat z biologii na Uniwersytecie Północnego Teksasu. Jego specjalnością jest neurologia układu sercowo-naczyniowego, jednak obecnie jest profesorem nadzwyczajnym fizjologii i kinezjologii na Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie pracuje prawie nieprzerwanie od 1995 r. Jedyna przerwa, jaką miał w pracy akademickiej była spowodowana przygotowaniami i lotem w kosmos w ramach programu SkyLab.

James Pawelczyk razem z dziećmi pozuje na tle promu Columbia. Zdjęcie zostało wykonane miesiąc przed startem, kiedy to astronauta był objęty kwarantanną i nie mógł zbliżać się do nikogo, kto wcześniej nie został przebadany i stwierdzono, że jest w pełni zdrów.

Początki jego kariery w NASA sięgają 1994 r., kiedy to został wyróżniony nagrodą dla młodych naukowców za pracę na temat neurofizjologii autonomicznej. Pawelczyk był jednym z dwóch głównych badaczy zajmujących się projektem Neurolab, który był wysłany na pokładzie wahadłowca Columbia w 1998 r. Astronauta spędził w przestrzeni kosmicznej 16 dni, czyli 381 godzin. W tym czasie okrążył Ziemię 256 razy. W jednym z wywiadów Pawelczyk powiedział, że przed lotem cała załoga została przygotowana na każdą możliwą sytuację, która może zaistnieć. Jednak to na co nie zostali przygotowani, to, jak niesamowity widok na Ziemię ma się z kosmosu. Zamiast czuć się wielkim, że w końcu odrywa się od powierzchni planety, człowiek czuje się bardzo malutki.

Na pokład wahadłowca Columbia James Pawelczyk zabrał ze sobą polską flagę, którą później przekazał prezydentowi Polski podczas obchodów święta Konstytucji 3 maja w 1999 r. zorganizowanych przez Kongres Polonii Amerykańskiej. Z jednej strony chciał oddać hołd ojczyźnie dziadków, z drugiej chciał zainspirować młodych ludzi z Polski, by podejmowali kolejne wyzwania.

James Pawelczyk (pierwszy od lewej w tylnym rzędzie) został nagrodzony Nagrodą Dziedzictwa przez Kongres Polonii Amerykańskiej.

Autor

Anna Wizerkaniuk
Anna Wizerkaniuk

Redaktor portalu astronomicznego AstroNET, członek Zarządu Klubu Astronomicznego Almukantarat